Hot Fuzz

Czy można połączyć niebanalny czarny humor z ciekawą i zaskakującą intrygą? Jak najbardziej! Jedno ze starszych dzieł twórcy „Baby Driver” jest tego idealnym przykładem. Edgar Wright, bo o nim właśnie mowa, nie należy do klasycznych, grzecznych reżyserów tworzących filmy takie jak inne, do których już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Z pewnością odbija się to na tym, iż nie jest on zbyt sławny, a w Polsce mało kto wie o kimś takim. A szkoda.

Źródło: Google

„Hot Fuzz”, czy  też inaczej „Ostre psy” to historia dwóch policjantów Nicholasa Angel’a  i Danny’ego Butterman’a. Pierwszy z nich to ostry londyński sierżant z niespełnionymi ambicjami(w tej roli, jak dla mnie niesamowity Simon Pegg) . Drugi, grany przez Nicka Frosta, to typowy wiejski mięczak, który zaciągnął się do policji, bo tatuś był jej szefem. Ci dwaj, jakże kontrastowi bohaterowie, wpadają na trop tajemniczego mordercy w pięknej, wręcz sielankowej, wiosce. (znów kontrasty!)

Źródło: Google

Tak, wiem, brzmi jak opis co drugiej komedii policyjnej. Co w tej jest niesamowitego? Otóż Edgar Wright to mistrz pastiszu. Zręcznie przeskakuje między gatunkami (od komedii po niezły thriller) wydobywając z nich to co najlepsze, całą esencję i klucz do serca publiczności. „Hot Fuzz” to hołd złożony latom 80′, klasykom kina akcji, ale nie tylko. Widzimy tu nawiązania  do „Bad Boys II”, „Leona Zawodowca”, czy ciągłe odwołanie do klasycznej sceny pościgu z „Point Break”. Film ten powinien też być wzorcem, jeśli chodzi o dbałość o szczegóły. Każda, dosłownie KAŻDA, rzecz, zdanie, rozmowa, która ma miejsce na naszych oczach nie została wybrana czy powiedziana przypadkowo. Nawet wybór używanej broni. Dla laika, czyli ok 90% widzów, nie będzie to miało znaczenia. Ale dla osoby, która siedzi w temacie niewątpliwie będzie to powód do uśmiechu. Tak jest tutaj ze wszystkim. Dlatego „Hot Fuzz” jest filmem tak uniwersalnym. Zarówno stanowi świetne źródło rozrywki przez niebanalną historię, typowy brytyjski humor  w dialogach, zabawne postaci (wystarczy chociażby spojrzeć na nazwiska) , jak i jest ciekawą, choć niedocenianą i pomijaną, propozycją dla kinomaniaków i osób zainteresowanych tematem kina.

Źródło: Google

Całości filmu dopełnia muzyka Davida Arnolda, który tworzył także soundtrack do „Sherlocka” czy niektórych filmów o Bondzie. Nie brakuje tu także, w niektórych momentach, charakterystycznego dla Wrighta montażu w rytm muzyki i zabawy dźwiękami w tle.

Film na pewno warty uwagi i zainteresowania, świetny na rozkręcenie nudnego popołudnia czy wieczoru.  Z czystym serduchem daję 88/100

Źródło: Google

Monika Galińska

PS. przed oglądaniem polecam pooglądać scenę pościgu z „Point Break”, bo wtedy nabieramy zupełnie innego patrzenia na film!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *